Organique professional Sklepy
stacjonarne
Szukaj:
pl en

Mój koszyk - 0 produktów

Organique PR Press room Mydlane dzieła sztuki

Mydlane dzieła sztuki

Stara, dobra, szara kostka przez lata pokazała nam, co znaczy ewolucja – kiedyś służyła do mycia zarówno ciała, jak i włosów, prano w niej także ubrania. Stopniowo przybierała coraz atrakcyjniejszą formę, nabierała kolorów, zapachów i właściwości pielęgnacyjnych. Dziś półki drogeryjne uginają się od najróżniejszych kostek, ale prawdziwy zawrót głowy odczuwamy, wchodząc do mydlarni – bogactwo kolorów, kształtów i zapachów prawdziwie apetycznie wyglądających mydełek wprawia nas w nie lada zachwyt.

 Czy zastanawialiście się kiedyś, jak powstają te urocze myjące kompozycje? Postanowiłam zobaczyć to na własne oczy.

Aby zobaczyć, jak powstają mydła, odwiedzam Manufakturę Organique. W drzwiach witają mnie bracia Wojciech i Paweł Czarscy, współwłaściciele manufaktury, którzy pełnią dziś funkcję przewodników po mydlanym królestwie. Przy wejściu na halę obowiązkowo zakładam ochronny fartuszek. Tak ubrana mogę bez przeszkód obserwować proces tworzenia pachnących bryłek.

W manufakturze krząta się kilkanaście osób, żadna nie może narzekać na brak zajęcia – akurat jest realizowane duże zamówienie na mydła dla klienta z Grecji. Regały są zapełnione kolorowymi blokami, gotowymi do wysyłki w świat. Wśród nich organiczne mydła zawierające dużą ilość substancji natłuszczających oraz fantazyjne, glicerynowe, z zatopionymi wewnątrz elementami, których produkcji będę się przyglądać.

– Powstają przy użyciu masy przezroczystej i matowej, dzięki którym można tworzyć kontrasty i osiągać efektowne kompozycje – tłumaczy Wojciech Czarski i wskazuje duże metalowe pojemniki, w których „gotuje się” mydło. – Potrzebne są bazy wyjściowe, niemające zapachu ani koloru. Obie podgrzewa się do odpowiedniej temperatury, aby przybrały formę płynną. W miarę stygnięcia masa twardnieje, trzeba więc rozpoznać odpowiedni moment, żeby była wystarczająco elastyczna i można ją było uformować w żądany sposób.

Dostaję do ręki kawałek zastygniętej, ale elastycznej jeszcze masy.

– Teraz jest czas na dolanie barwnika, olejku zapachowego i „przyprawienie” ciekawym dodatkiem. – Wojciech Czarski prowadzi mnie do ławy z pojemnikami.

Tutaj zaczyna się prawdziwa twórczość: wybiera się kolor przyszłego dzieła spośród wielu buteleczek wypełnionych barwnikami, a następnie dodaje kompozycję zapachową. Aromatycznych olejków jest mnóstwo. Znajdziemy tu zapachy owocowe: soczyste pomarańcze i cytryny, zielone jabłka, słodkie maliny czy cierpkie grejpfruty, kwiatowe: magnolie, konwalie, róże czy lawendę, oraz specjalnie stworzone kompozycje: zapach morski, kolonialny, grecki, mleczną czekoladę, białe piżmo i wiele innych. Zazwyczaj wybór koloru mydła sugeruje dodanie oczywistego zapachu, choć bywają też bardzo oryginalne połączenia. – Czasem zdarza się klient zamawiający na przykład błękitne mydło o zapachu magnolii. – Właściciele pokazują mi co ciekawsze egzemplarze. Rzeczywiście, zestawienia są zaskakujące.

Aż się prosi, żeby podkreślić kolor i zapach, dodając czegoś do masy. Tutaj także mamy wielkie pole do popisu, bo w mydle można zatopić naprawdę wiele dodatków. W dużych przezroczystych słojach są przechowywane suszone płatki róży, nagietka i lawendy, a także żurawina, mak, melisa, kawałki luffy, a nawet... płatki owsiane. Wszystko, by uzyskać jak najciekawszy efekt.

Aby zaprezentować „przepis” w praktyce, Paweł Czarski barwi masę przezroczystą na niebiesko, dolewa morskiego aromatu i wsypuje mak. Po dokładnym połączeniu komponentów wszystko zostaje wlane do dużej, prostokątnej formy i tam pozostaje do zastygnięcia. Następnie na moich oczach mydło jest krojone i zwijane – tak powstają piękne makowe „zwijańce”.

Chwilę później mam również okazję zaobserwować proces zatapiania „mydła w mydle”. Jeszcze płynną, przezroczystą masę wlewa się do połowy głębokości wybranej foremki, następnie zatapia przygotowane wcześniej kolorowe elementy mydlane w wybranym kształcie i ponownie dolewa masy. Teraz trzeba poczekać około trzydziestu minut – dopiero po tym czasie można delikatnie wyjąć z foremki gotowe małe dzieło sztuki.

– Czy są jakieś granice twórczości? – Granice wyznacza tylko nasza wyobraźnia – mówi Paweł Czarski. – Możliwości jest nieskończenie wiele, w naszej manufakturze codziennie rodzą się nowe pomysły. Pracownicy mogą puścić wodze swojej fantazji i wyprodukować mydło według własnego projektu.

Właściciele dbają o każdy szczegół. Niektóre formy zostały zaprojektowane przez wrocławskich artystów.

– Z pewnością nie jest to monotonna praca. Do zwykłej fabryki nam daleko – zapewniają.

Patrząc na kolekcje najróżniejszych wersji mydeł, trudno nie wierzyć w kreatywność pracowników. Pasję tworzenia widać w każdym egzemplarzu. Znajdziemy tu zarówno limitowane, świąteczne edycje w formie aniołków bożonarodzeniowych i pisanek wielkanocnych, jak i stałe w ofercie mydlane gadżety, odpowiednie jako upominek na wieczór panieński czy kawalerski. Z myślą o najmłodszych zatopiono w mydle zabawki fluorescencyjne. Ostatnim hitem jest mydlany blok o zapachu jabłkowo-imbirowym, do złudzenia przypominający piwo z pianką.

Po dwóch godzinach przebywania w bajecznie kolorowej manufakturze wychodzę obdarowana pachnącymi upominkami i bogatsza o niecodzienne wrażenia wizualno-zapachowe. Po takiej wyprawie naprawdę trudno jest wrócić do szarej rzeczywistości.

Po mydlane dzieła sztuki zapraszamy do sieci sklepów ORGANIQUE.

Wersja do druku