Organique professional Sklepy
stacjonarne
Szukaj:
pl en

Mój koszyk - 0 produktów

Sukces naturalnie

Sielskie Życie Str. 28-29 Str. 30-31 Str. 32-33 Str. 34-35 Str. 36-37

"Dziś trudno uwierzyć, że znana w całej Polsce i wielu europejskich krajach firma Organique była kiedyś jedynie marzeniem. Szaloną myślą młodego człowieka, by stworzyć dobre, naturalne kosmetyki..." Zapraszamy do lektury artykułu, który ukazał się w magazynie Sielskie Życie.

Marzenia mają moc sprawczą. Zwłaszcza wtedy, gdy uda się nimi zarazić najbliższą rodzinę. Tak przynajmniej twierdzi Tomasz Czarski, który trzynaście lat temu, w niewielkiej podwrocławskiej piwniczce zaczął własnoręcznie tworzyć mydło glicerynowe, a dziś jest szefem dużej firmy kosmetycznej Organique zatrudniającej ponad 100 osób.

- Nie wiem gdzie byłbym dzisiaj gdyby nie paryskie targi, na które wysłał mnie ówczesny pracodawca dystrybutor armatury łazienkowej. To tam po raz pierwszy zobaczyłem naturalne kosmetyki sprzedawane na wagę. Pachniały tak pięknie, że niewiele osób mogło się oprzeć ich urokowi – wspomina Tomasz. – A każdy kto brał je do ręki natychmiast się uśmiechał.

Pomyślał wówczas, że dobrze byłoby, gdyby takie robione ręcznie kosmetyki były dostępne także w Polsce. Powinny być jednak znacznie tańsze niż te oferowane w Paryżu. Ale na to był tylko jeden sposób. Musiał je zrobić sam. Miał pomysł, ale brakowało mu fachowej wiedzy. Jak, z czego i gdzie. Nie jest przecież chemikiem, nie znał technologii. W swojej zawodowej karierze tylko raz miał do czynienia z kosmetykami – gdy przez dwa lata pracował jako handlowiec w dużej korporacji kosmetycznej.

Na początku był pomysł i dużo zapału

Nie miał też za co rozpocząć produkcji, ale o tym jeszcze wtedy nawet nie myślał. Najpierw musiał sprawdzić. czy realizacja jego pomysłu jest w ogóle możliwa. Natychmiast po powrocie z Paryża do Wrocławia zaczął wertować książki w poszukiwaniu wskazówek. Czytał w Internecie strony dotyczące składu i sposobów produkcji kosmetyków naturalnych. Kiedy mniej więcej wiedział już, co i jak, stanął przed kolejnym problemem.

Musiał kupić składniki, z których powinny powstać jego mydła, a na to potrzebował pieniędzy, których nie miał. Z pomocą przyszedł mu wtedy jego ojciec. Widząc zapał i determinację syna, wyciągnął i wręczył mu 1000 dolarów schowanych na czarną godzinę. – Jego wiara we mnie była najlepszym, najcenniejszym wsparciem, jakie ojciec może ofiarować synowi – uśmiecha się Tomasz.

Laboratorium w piwnicy, czyli jak powstało pierwsze mydło

Wynajął niewielką piwniczkę na przedmieściach miasta, kupił kuchenkę z dwoma palnikami, duży emaliowany garnek, pierwsze składniki, z których miało powstać mydło, i pełen zapału zabrał się do dzieła. Nie od razu mu się udało. – Przedobrzyłem. Źle dobierałem proporcje, dawałem za dużo naturalnych składników i… wszystko szło do zlewu – wspomina Tomasz. Mimo niepowodzeń o kapitulacji ani myślał. Pomagało mu wsparcie ze strony przyjaciół i najbliższej rodziny. – Choć wśród znajomych byli też i tacy, którzy przekonywali mnie usilnie, bym zamiast brać się za produkcję, wrócił do handlu – mówi.

Wreszcie po wielu próbach, Tomasz był zadowolony. Do zwykłego glicerynowego mydła dosypywał zioła i kwiaty kupowane w zielarniach. Dodawał barwniki, pakował i sprzedawał. Choć to ostatnie okazało się najtrudniejsze, bo sklepy, które przyjmowały jego produkty, nie spieszyły się z wypłacaniem należnych mu pieniędzy. W końcu na firmowym koncie nie zostało nic. Nad firmą zawisło widmo bankructwa. I znowu z pomocą przyszedł ojciec. Bez słowa sprzedał samochód i zasilił konto syna.

Tomasz pracował bez wytchnienia. Dzień i noc. Ojciec i brat zaglądali po pracy i pomagali mu w pakowaniu gotowych mydeł, a siostra, wtedy 15-letnia, projektowała i robiła na komputerze etykiety. – Nie mogłem zrezygnować, skoro oni we mnie wierzyli – tłumaczy Tomasz. – Zresztą ja też wierzyłem. Wiedziałem, że robię coś dobrego, więc nie może mi się nie udać.

Ciągle udoskonalał receptury kosmetyków. Prócz mydeł postanowił robić także sole i pudry do kąpieli. Za priorytet uznał, by kosmetyki były zdrowe dla tych, którzy ich używają, i nieszkodliwe dla środowiska. Dlatego korzystał głównie z naturalnych, sprawdzonych od wieków składników.

Tylko w zgodzie z naturą

Mniej więcej po dwóch latach firma zaczęła przynosić minimalne zyski. Produkcja przeniosła się do 40-metrowej szopy. Wtedy na cały etat do Tomasza dołączył ojciec, a niedługo potem brat. Po kolejnych kilku latach panowie zatrudnili pierwszych ludzi spoza rodziny, a produkcję przenieśli do jeszcze większego zakładu. Dziś, chociaż Organique ma własny zakład produkcyjny, spełniający restrykcyjne, europejskie normy, część produkcji jak na początku odbywa się ręcznie. Nadal powstają mydła glicerynowe, sole i pudry do kąpieli, a od 2005 roku także kosmetyki pielęgnacyjne do twarzy i ciała oraz olejki eteryczne. Od pewnego czasu Organique tworzy także specjalne linie dla salonów kosmetycznych.

- Nie chciałbym, aby założona przeze mnie rozrosła się ponad miarę – twierdzi Tomasz. – Lubię znać swoich pracowników po imieniu. Wiedzieć o ich radościach i problemach. Jestem pewien, że nigdy nie staniemy się bezduszną korporacją, dla której nie liczą się ludzie, tylko wyniki finansowe – dodaje z przekonaniem. – Dlatego zakładam, że będziemy się rozwijać najwyżej dwa lata. Później będzie to wyłącznie dbałość o markę, którą wspólnie z ojcem i bratem udało nam się stworzyć.

Tekst Aldona Bejnarowicz

Wersja do druku